FANDOM


Przechadzając się ulicami Sigil nagle poczułeś, że męczy cię straszliwa suchość w gardle. Tak - czymś przydałoby się je zwilżyć. Wstąpiłeś pewnym krokiem do knajpy o wdzięcznej nazwie Obieżysferska Speluna. Od razu uświadomiłeś sobie jak tu duszno, a ciężki dym w powietrzu ograniczył widoczność. Przepchnąłeś się do baru (po drodze wpadając na jakieś dziwne, łuskowate stworzenie ze skrzydłami, które zaklęło w skrzekliwym, obco brzmiącym dialekcie) i zamówiłeś sobie piwo. Usiadłeś ciężko przy wolnym stoliku... Wolnym?

"Witaj trepie! Że co? Myślisz, że taki kret jak ty może podróżować po sferach? Bez przewodnika?", wykrzyczała maleńka istotka, przypominająca człowieka. Nie zauważyłeś jej wcześniej, gdyż dopiero teraz wdrapała się na stół. Jej dziwne ubranie było nadpalone w paru miejscach. Do malutkiego paska przytroczony miała mieczyk wielkości szpilki. Stworzenie spojrzało się na ciebie z szelmowską miną, po czym przemówiło, zanim zdążyłeś dojść do słowa.

"Tia, więc chcemy podróżować po sferach? Skąd to wiem? Masz to wypisane na twarzy! Też taki kiedyś byłem. Znaczy się młody, bo wzrostem raczej ci nie dorównywałem. Tego... Co to ja? A. Pozwolisz, że ci opowiem..."

Poczułeś jak coś cię porywa i już po chwili zatopiłeś się w świecie wyobraźni...

Przystanek pierwszy: OtchłańEdytuj

Otchłań! A nawet sześćset sześćdziesiąt sześć warstw tego cuchnącego, pełnego zła planu. Przynajmniej niektóre trepy kłapią trumnami, że tyle ich jest, bo w zasadzie to jeszcze nie było takiego krwawnika, który doszedłby do cienia tego wszystkiego i zdołałby doliczyć choćby do połowy tej liczby. Równie dobrze może być ich trochę więcej, czy nawet nieskończenie wiele. Co za różnica?

Otchłań jest domem dla najbardziej niegodziwych, brutalnych istot. Coś, co tu trafi nie będąc zabezpieczonym przez magię dobrych kapłanów, od razu stanie się pełnym zła paskudztwem. Chcesz miłości i uczucia? Zły adres, trepie! Tutaj każdy będzie starał się ciebie zabić, okraść, poniżyć albo i wszystko naraz. Jak wygląda Otchłań? No, to już zależy od warstwy, na której się znajdujesz.

Przejdziesz przez portal i już jesteś na innym poziomie. Żaden podróżnik nigdy nie poznał wszystkich z nich. Można znaleźć wielkie pustynie, których piaski przyjmują dziwaczny kolor. Morza krwi? Czemu nie? Oprócz tego demoniczni książęta wznoszą tu swe pałace zbudowane z kości i wyściełane ludzkim mięsem. Albo i na odwrót. Swoje "niebo", zwane Krainą Yeenoghu, mają tu gnolle. To taka sawanna, tylko że urozmaicają ją dodatkowo masy walających się kości. Poza tym swoją własną warstwę ma tu Lolth. Pajęcze Otchłanie – tak zwie się ten poziom. Ot, taka większa pajęczyna z dodatkiem demonów i wszelkiej maści pajęczaków. Ah! a gdyby zachciało ci się nieprzeniknionej nicości, polecam podróż do sześćset sześćdziesiątej piątej warstwy - kompletna pustka, jednak ciężko jest się z niej wydostać.

Kto mieszka w Otchłani? Przede wszystkim demony, czyli głównie tanar'ri, choć są i inne. Te twardogłowe buce nie dadzą ci tu spokoju. Czasem, przy odrobinie pecha, można napatoczyć się nawet na jakieś obyrithy czy przypadkowego loumara, ale są one znacznie rzadsze od tych skurlonych biesów od Demogorgona.

Rada na koniec: trzymaj się z dala od tego plugawego miejsca. Spośród wszystkich sfer Krain Zewnętrznych, ta jest jedną z najgorszych. Pomyśl dwa razy, zanim się tu udasz. Potem możesz nie mieć czasu.

Przystanek drugi: AcheronEdytuj

Przestań kłapać trumną na sekundkę! Słyszysz to? Szczęk mieczy, krzyki umierających… Witamy na Acheronie! Ten z Planów Prawa jest jednym olbrzymim polem bitwy. Sześciany, z których się składa są domem dla wielu praworządnych istot. Każdy osobnik stworzony z i dla chaosu długo tu nie pożyje. No, może z wyjątkiem orków - skurle są jak czaszkoszczury. Wszędzie się wcisną, a tu mogą dodatkowo liczyć na pomoc swoich Mocy, Ilsensine jeden wie, dlaczego wybrali akurat tą sferę na swoją siedzibę. Chyba tylko po to, żeby nie musieć daleko szukać okazji do bitki. A tutaj o to aż nazbyt łatwo.

Na sześcianach przez cały czas ścierają się wielkie armie. Żołnierze uczeni są, by ślepo słuchać swych przełożonych i za wszelką cenę pokonywać wrogów. Stąd też płynie znane powiedzenie: "Na Acheronie wygrana jest wszystkim". I uwierz mi, że to nie jest przenośnia.

Jeżeli chodzi o miejscowych, to jako istoty oddane prawu przynajmniej są uczciwi. Nie żeby oznaczało to, iż są jednocześnie mili, dobrzy i ci pomogą. O nie. Nie spodziewaj się ciepła rodzinnego domu. Raczej twardej stali, nienawiści i współzawodnictwa, a jeśli nie grzeszysz wręcz paranoiczną czujnością - ciosu miecza albo strzały w brzuch przy pierwszej okazji.

Płaszczyzny Acheronu to: Avalas (tutaj odbywa się większość bitew, a sześciany stworzone są z metalu), Thuldanin (swoiste wysypisko – składana jest tu niepotrzebna i zniszczona broń, zbroje i inne śmieci z pól bitewnych, które potem są szabrowane przez rozmaitych tępaków), Tintibulus (wielościany stworzono z bazaltu, a spotkać można na niej jedynie adeptów magii, którzy odnajdują tu doskonałe miejsca do swych badań. Tutaj też, w swoim Mieście Cieni, mieszkają ostrzowce) oraz Ocanthus (kolejne paskudne miejsce, choć lubiane przez żyjących w jego obrębie ostrzowców. Łatwo naciąć się na tamtejszych burzach latających, ostrych odłamków czarnego lodu). Im niżej, tym gorzej. Jeśli więc wiesz, co dla ciebie dobre, trzymaj się Avalasu.

Przystanek trzeci: ArboreaEdytuj

Tu możesz się zatrzymać bez obawy, że coś cię zje lub okradnie. Arborea jest planem skrajnie dobrych, pełnych życzliwości istot. Nikt tu nie jest dla siebie wrogiem, a nowo przybyli odwiedzają ten plan, aby wziąć udział w ciągłej zabawie, hazardzie i zanurzyć się w wszechogarniającej muzyce. Jeżeli o mnie chodzi, to jest jeszcze jeden powód, dla którego często odwiedzam Arboreę: żarcie! Dają tu najlepsze jedzenie w całym Wieloświecie i dla nikogo go nie braknie.

Jednak nie myśl, że złe uczynki tutaj popełnione utoną w morzu dobra. Co to, to nie! Mieszkańcy tego planu potrafią wyczuć zło, a ci którzy je czynią zostaną ukarani bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Cóż, nikt nie jest idealny. Przynajmniej wiedzą, co to rozrywka.

A przy okazji mieszkańców, to poza co bardziej liberalnymi Mocami i ich wiernymi można tu spotkać mnóstwo elfów i eladrinów – niebiańskich długouchów, których zastępy wysługują się elfiemu panteonowi, a ogólnie rzecz biorąc – sprawują coś na kształt kontroli nad tą sferą. Czasem można tu trafić i na wędrujący Uprzejmy Dwór Tytanii.

Tak więc pamiętaj trepie, że jeżeli chcesz odpocząć od ciągłego uganiania się po sferach, to Arborea (lub też Olimp albo Woodstock, jak ją nazywają) jest najlepszym miejscem do tego celu. Dużo przestrzeni, taniocha, darmocha, muzyka i wieczna zabawa. Żyć nie umierać! Co nie zmienia faktu, że większość "stałych bywalców" akurat śmierć ma już za sobą. W sumie to i lepiej. Nie muszą się martwić, że wątroba im wysiądzie.

Przystanek czwarty: ArkadiaEdytuj

Ogrody Arkadii. Powiem ci przyjacielu, że czasem żal mi biednych bzików tu żyjących. Rozumiesz, oni po prostu nie mogą pojąć, że na sferach nie ma czegoś takiego, jak wspólne dobro. Każdy ciągnie w swoją stronę, nie przejmując się innymi. I tak jest dobrze. A ci tutaj? Oni wierzą, że dzięki pracy i poświęceniu całego społeczeństwa można osiągnąć dobrobyt dla wszystkich, kumasz? Tak? Bo ja nie.

W każdym razie to, co musisz wiedzieć o tym miejscu, to tyle, że większość mieszkańców żyje tutaj w spokoju i harmonii, a wszystko działa tu w ustalonym porządku. Tutejsze trepy to idealiści, którzy swoje prawdy moralne starają się zaszczepić u innych. Ogólnie jest to jedno wielkie społeczeństwo, bardzo dobrze zorganizowane i kierujące się ustalonymi przekonaniami. Osobiście uważam, że tu nudne miejsce, ale jeżeli ci odpowiada, to przybądź tu i zatrzymaj na chwilę. Na pewno nie miałbyś z tym żadnych problemów.

Obecnie Arkadii zostały dwie warstwy, Abellio i Buxenus. Nie różnią się one niczym szczególnym – oba są zasadniczo płaskie, nie licząc pojedynczych gór i wzgórz, na obu wszyscy trzymają się ścisłych reguł i chodzą jakby kij połknęli. Lepiej jednak zapamiętaj sobie, że Melodia - miasto na Buxenus - razem z całą okolicą stanowią teren Harmonium. Twardogłowi urządzają tu przymusowe obozy dla "nawróconych", czy raczej – sesje prania mózgu dla wszystkich, którzy jeszcze nie zaakceptowali ich wizji Wieloświata i wykazują choć odrobinę zdrowej samowoli. Na twoim miejscu uważałbym na ich "łapanki". Szkoda życia.

Kiedyś była jeszcze trzecia warstwa – Menausus – ale zsunęła się dawno do Mechanusa, razem ze wszystkimi mieszkającymi tam formitami. Tylko nieliczne kopce tych skurlonych mrówek uchowała się w obrębie tej sfery, ale ostatnio są jakby spokojniejsze i mniej natrętne ze swoją praworządnością.

Ach, warto też wspomnieć, że Arkadia jest światem pięknie utrzymanych, przystrzyżonych ogrodów. Czasami warto tu przybyć, żeby pooglądać ich misterność i kunszt, z jakim są pielęgnowane. Jeśli jednak masz skłonności do zakłócania porządku, lepiej uważaj, żeby tutejsi twardogłowi nie zmusili cię do sprawdzenia, jakie to uczucie: przycinać kilkukilometrowy żywopłot i kopać grządki z dokładnością co do centymetra...

Przystanek piąty: BaatorEdytuj

Oho, teraz cisza. Pamiętasz Otchłań? Baator jest podobnie niebezpieczne, tyle że tutaj patrzą na wszystko z innego punktu widzenia. To miejsce - nazywane też Dziewięcioma Piekłami - jest domem dla złych baatezu - diabłów, które, w przeciwieństwie do tanar'ri, kierują się prawem i honorem, jednak mocno dostosowanym do ich skrzywionych potrzeb. Ogólnie, istoty tu żyjące to cynicy, psychopaci, okrutnicy, a co najgorsze - biurokraci. Za to nikt tak jak oni nie zna się na kruczkach prawnych. Inna rzecz, że specjalizują się raczej w wykręcaniu się od zobowiązań...

Tutejsze krainy są bardzo zróżnicowane. Od gorących, eksplodujących ogniem piekieł, aż po mroźne pustkowia, na których zamarza wszelka nadzieja. Tym wszystkim rządzą liczni diabelscy książęta, pławiący się w plugawym luksusie.

Jednak tutejsze zło jest zorganizowane. Mamy tutaj wielkie miasta, pełne różnych istot rodem z koszmarów, ale zamieszkanych również przez złych ludzi. Ulice patrolują oddziały baatoriańskiej policji, które (w ich mniemaniu) starają się o względny porządek. Czyli o interesy lokalnego władcy. I to jedno nie zmienia się od Avernus aż po Nessus.

Większość ciemnych interesów załatwić można na pierwszych dwóch warstwach, przy czym na wspomnianym Avernusie skurlenie łatwo oberwać rykoszetem albo przypadkową kulą ognia. Ot, taki większy poligon dla diabelskich wojsk walczących w Wojnie Krwi, a przy okazji pierwsza linia obrony Piekieł. Cóż, Baator nie jest dużo lepsze niż Otchłań, lecz przynajmniej bardziej uporządkowane. Jeżeli więc masz do wyboru: udać się do Dziewięciu Piekieł lub do ich demonicznego odpowiednika, to wybierz... Arboreę.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.